slow inspiracje z kina

  Pojawiło się właśnie wiele ciekawych premier kinowych. Jak wielu kinomanów lubię czerpać inspiracje i natchnienia z dobrych filmów. Bywają dla nas czasem zaskakujące i odkrywcze, choć oczywiście często prowadzą do znanych prawd i wniosków. Dotyczy to również sfery slow i relacji rodzinnych. Podzielę się kilkoma refleksjami po sylwestrowym maratonie filmowym, na którym bawiliśmy się rodzinnie w warszawskim kinie Muranów.

  „Paterson” w reżyserii Jima Jarmuscha opowiada poetycką historię kierowcy autobusu, który ‚w międzyczasie’ po prostu pisze wiersze. Prosty, rutynowy styl życia głównego bohatera, jego żony i psa cudownie przenikają się z drobnymi niespodziankami, uśmiechniętymi drobnostkami, niby oczekiwanymi, ale czasami zaskakującymi. Wszystko osnute jest poezją i przeplatane delikatnymi, zatrzymanymi w kadrach obserwacjami z życia miasta widzianego oczami kierowcy i poety: cienie na murach starej zajezdni, rozmowy pasażerów, ulice miasteczka, fotel psa, zamyślenia przy wodospadzie, kolorowe, słodkie babeczki, spacery z psem, poranne wersy wierszy pisane na kierownicy. Film odnajduje i pokazuje ulotne piękno w codzienności, czyniąc je poezją życia. Ten obraz to niczym pochwała codzienności i szukania w niej lirycznego uroku. Niespieszne tępo nie nudzi, ale wycisza i uspokaja…

  Nieco innym w charakterze i dynamice jest film „Toni Erdmann” w reż. Maren Ade. Obserwujemy wydarzenia związane z próbą ponownego nawiązania bliższych relacji ojca z dorosłą córką. Tłem wydarzeń są oprócz epizodów z życia rodzinnego, codzienne zawodowe, korporacyjne życie córki. Ojciec w niekonwencjonalny, aktorski i humorystyczny sposób dołącza się do jej zawodowych i prywatnych zawirowań. Charakterystyczny niemiecki humor w połączeniu z szalonymi pomysłami ojca i śmiertelnie poważną córką daje zaskakujące rozwiązania, ocierające się momentami o granice absurdu. Film dotyka wielu warstw relacji zawodowych, przyjacielski i rodzinnych, obnażając często ich bolączki i braki. Nie boi się pokazać krępujących chwil zawieszonej rozmowy, lub przeciągnąć sceny, które wydawało się, że już wybrzmiały…  Z tych wydarzeń wyłania się pomału odpowiedź na pytanie, które zadają bohaterowie. Co właściwie jest szczęściem w naszym życiu? Okazuje się, że nic nie daje tak szczęścia, jak radosne i świadome przeżywanie wspólnej relacji. Szkoda, że uświadamiamy to sobie tak późno.

  Zupełnie inną historią poszukiwania sposobu na życie pokazuje film „American Honey” reżyserki Andrei Arnold. Grupa bezdomnych nastolatków podróżuje po miastach i bezdrożach Ameryki, próbując zarobić na lepsze życie. Patologiczne środowiska rodzinne i własne problemy tworzą z tej grupy niesamowity koktajl wybuchowy. Balansują na cienkiej granicy między objazdowym zarobieniem pieniędzy a kradzieżami, oszustwami i prostytucją. Okazuje się jednak, że pragnienie normalności, resztki zachowanych wartości, szalona miłość i determinacja mogą nawet w tak niekorzystnych warunkach dawać nadzieję na pozytywną zmianę. Cygańskie życie bohaterów pokazane jest poprzez  niesamowite zdjęcia – ujęcia kamery kręcone z ręki, podążające za bohaterami w różnych sytuacjach życiowych. Przebijają tu często plamy światła oraz wdzierają się elementy przyrody. Film, mimo że trudny tematycznie, daje widzom i bohaterom nadzieję na normalność i spełnienie marzeń.

Wielu ciekawych refleksji na nowy rok…

Opublikowano W rytmie slow | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Nareszcie!!! Ukazała się książka ‚RODZINA SLOW’.

facebook_tlo_slow_ok

  Z wielką radością ogłaszamy, że ukazała się w jęz. polskim książka Bernadette Noll „Slow Family Living” – pod polskim tytułem „Rodzina Slow”. Książkę od 16 września br., wydaną nakładem wydawnictwa Edycja Św.Pawła, można kupić w polskich księgarniach, m.in. w Epiku; a już niedługo również na naszej stronie.

Jak to się zaczęło?

   Mamy zaszczyt być inicjatorami jej polskiego wydania. Wszystko zaczęło się ok. 1,5 roku temu, wiosną 2015. Gdy zapoznałem się z tą publikacją w wersji oryginalnej, natychmiast, jak piorun z jasnego nieba! – dopadł mnie pomysł przetłumaczenia jej na jęz. polski. Odkryłem, że nareszcie jest pozycja książkowa, która w jasny, dowcipny i praktyczny sposób obrazuje idę slow dla rodzin. Wówczas oczywiście nieporównywalnie większe grono polskich miłośników zwalniania tępa życia miałoby szanse się z nią zapoznać. Książkę znalazłem  na mojej ulubionej stronie slowfamilyliving.com, prowadzoną właśnie przez jej autorkę – Bernadette Noll. Nie wiedziałem kompletnie, jak się do tego zabrać. Wydawało mi się, że będzie to proste. Ale niestety trudności się piętrzyły. Było z tym niemało kłopotu i rozczarowań, a nie przybliżałem się do celu ani na krok. Rozmowy z agentami, techniczne i prawne szczegóły, ewentualna dystrybucja – to prawdziwa dżungla. Wsparli nas radą przyjaciele i dzięki temu tliła się jeszcze nadzieja. Na szczęście udało się w końcu dotrzeć z pomysłem do zaprzyjaźnionego wydawnictwa Edycja Św. Pawła, które – wraz z dyrektorem ks. Danielem Łuką – profesjonalnie zajęli się już całością – przetłumaczeniem, wydaniem i dystrybucją „Rodziny SLOW”.

Jaki mamy owoc?

   Dzisiaj – wielka radość! Jest świeżutka (jeszcze zafoliowana), pachnąca (prosto z drukarni); wygodny format; urocza, prosta, bardzo wymowna okładka… – ‚nasza’ KSIĄŻKA gotowa do czytania! Cieszymy się, że jest w końcu w Polsce tytuł przybliżający ideę slow w wydaniu rodzinnym. Wesołe i ciepłe rady i przygody zaprezentowane w książce są nam bliskie od lat. Dzięki temu idea slow dla rodzin może zatoczyć znacznie szersze kręgi. Będziemy dzielić się na stronie wybranymi tematami z książki. Zapraszamy również czytelników do dzielenia się swoimi refleksjami. Życzymy miłej i uśmiechniętej lektury, zachwycenia się pomysłami autorki na zwolnienie życia rodzinnego, ale przede wszystkim – nadania lepszego smaku i jakości własnemu rodzinnemu życiu!

ps

I jeszcze bardzo ważne dla nas POST SCRIPTUM: na okładce tej książki znajduje się nowiutkie, świeżutkie logo strony slowfamily.pl, którego  autorem jest  nasza przyjaciółka Justyna Eberle, malarka i graficzka.

To debiut naszego ‚ślimaczka’ – uroczego znaku rozpoznawczego :). Justynko – DZIĘKUJEMY!!!

Opublikowano Slow-impresje | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Piknik na Bielanach – w stylu Slow Life

 

Lato się pomału kończy, wrześniowe powroty do szkół i pracy często podkręcają tempo życia i dodatkowy stres. Zaczynamy tęsknić za wakacyjnymi przeżyciami i wolnym czasem. Ale na szczęście jest oferta na najbliższą sobotę dla warszawiaków, która może pomóc nieco wyciszyć tempo wrześniowych aktywności i zaprosić do uśmiechniętego pożegnania lata – piknik organizowany przez Urząd Dzielnicy Bielany w stylu SLOW LIFE w Parku Olszyna!

Organizatorzy zaproponowali wiele różnych aktywności i slowaktywności – od strefy chillout, gdzie będzie można się zrelaksować, poprzez interesujący program artystyczny, zabawę na dechach, tematyczne strefy sportu i eko, aż po koncerty na dużej scenie – z finałowym występem grupy T.Love. A na deser pikniku Silent Disco 🙂

Szczególnie ciekawie zapowiada się strefa eko. Będzie wiele gier i zabaw propagujących proekologiczne zachowania nie tylko wśród najmłodszych, m.in.: plenerowe laboratorium, recyklingowy zwierzyniec, edukacyjne gry i zabawy o tematyce leśno-przyrodniczej, ekologiczna gra planszowa czy ekologiczne koło fortuny. Będzie także edukacyjne stoisko Sowiej Dziupli, na którym spotkamy żywe ptaki – sowy – z bliska! Będzie można dowiedzieć się m.in. o ich życiu, zwyczajach, ochronie itp.

Występy i animacje nawiązujące do rekreacji w klimacie starej Warszawy zapewni Grupa Teatralna Warszawiaki. Brzmi bardzo ciekawie.

My więc wybieramy się całą rodziną posmakować rytmu slow pikniku, aby ukołysać odchodzące wakacje i przygotować się mentalnie na jesień :). Do zobaczenia!

Opublikowano W rytmie slow | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Slow mama?

brama_kameduliRola matki zmieniała się w historii nieznacznie,  pomału – wraz ze zmianami społecznymi i warunkami materialnymi. Przyśpieszenia dostała natomiast w ostatnich dziesięcioleciach. Typowy obraz „matki Polki” poświęcającej się opiece nad dziećmi i prowadzeniu domu zaczął odchodzić do lamusa. Najpierw przyszedł na przełomie wieków ruch feministyczny kobiet, które walczyły o emancypację naukową a później ekonomiczną. Potem znacząco na role matek wpłynął okres PRL-u, który zagospodarował je do pracy zawodowej. W praktyce kobieta pracowała poza domem przez osiem godzin dziennie, a następnie kolejne osiem w domu. A pamiętajmy że obowiązki domowe były wtedy bardziej czasochłonne niż obecnie. Potem zmiany ustrojowe – lata  90-te, otwarcie na zachodnie osiągnięcia i kolejna zmiana. Małżeństwa zaczynają przegrywać w starciu z wolnością i indywidualizmem. Coraz więcej  kobiet chce czerpać z tych możliwości pełnymi garściami, chcą mieć wszystko: być świadomymi, uczestniczącymi w życiu dziecka matkami oraz spełnionymi zawodowo pracownikami i pracodawcami. Kobieta teoretycznie mogła wszystko! Od tego momentu to właśnie pogodzenie życia rodzinnego i zawodowego stało się największym wyzwaniem (za „Matko! bądź dla siebie dobra” Karolina Kowalczyk).

Praktycznym skutkiem tych zmian stały się rosnące obowiązki mamy pracującej, a przecież i szeroko pojęte “dom i dzieci” (mimo równoległego procesu zaangażowania ojców w życie rodzinne) wciąż były domeną przede wszystkim kobiecą. Mamy czuły konflikt, czegoś wciąż brakowało, może czegoś sprzed 100 czy 150 lat. Kobiety zaczęły sobie zdawać sprawę, że powtarzane jak mantra “mogę mieć wszystko – i dom, i karierę” może być przereklamowanym kłamstwem. Takie zdecydowane stanowisko zajęła Anne-Marie Slaughter, pisząc w 2012 roku na łamach The Atlantic artykuł  Why women still can’t have it all (Dlaczego kobiety wciąż nie mogą mieć wszystkiego).

Anne-Marie Slaughter, pnąc się po szczeblach kariery, przebiła wiele szklanych sufitów, aby zostać pierwszą kobietą w historii, która osiągnęła stanowisko Dyrektora ds. Planowania Polityki w Departamencie Stanu (jej przełożoną była Hilary Clinton), i … zrezygnować ze swego stanowiska, by po prostu “spędzać więcej czasu z rodziną”. Po latach kariery stwierdziła, że za dużo nerwów i wyrzutów sumienia kosztowało ją wieloletnie przebywanie przynajmniej pięć dni w tygodniu poza domem, w którym dwójka nastoletnich synów wkraczała w dorosły, męski świat, a mąż (absolutnie wspierający i poświęcający się dla kariery żony) spędzał samotne wieczory.

Co może być „trzecim rozwiązaniem” tej konfliktowej macierzyńskiej sytuacji? Slow matka! Slow macierzyństwo! Takie zorganizowanie wielofunkcyjnej przestrzeni roli mamy, która przecież zmienia się mocno w czasie rozwoju dzieci, aby znaleźć czas i na dzieci, i dom, ale również na rozwój osobisty i zawodowy. Zatrzymać się, rozejrzeć, przeanalizować wartości, odkryć pozytywne i motywujące emocje i uczucia, dać sobie czas na ich smakowanie i wspólne rodzinne budowanie; nie zapominając przy tym o radości i spełnieniu. Czy to wykonalne? Przytoczę wezwanie wspomnianej wyżej autorki:

„Popularne jest już slow jedzenie, slow moda, slow życie. Może czas, by przekonać się do slow macierzyństwa. Mamy-Polki, mamy feministki, mamy tradycjonalistki, eko-mamy i przyszłe mamy – bądźcie dla siebie dobre.”

Opublikowano Slow-impresje | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Świąteczne czuwanie na rycerskiej warcie

   W święta często się śpieszymy. Wiadomo – przygotowania, zakupy, prezenty, sprzątanie albo wyjazdy, przejazdy, odwiedziny. Z jednej strony to niezbędne działania, ale z drugiej możemy nie zdążyć w tym zamieszaniu naprawdę poświętować. Jak można się skutecznie wyłączyć się z pośpiechu i przeżyć głęboko święty czas? Szczególnie taki czas jak Święta Zmartwychwstania Jezusa? Jakby do tego dołożyć prawdziwą przygodę, zaangażowanie i rodzinne wspólne przeżywanie… Połączyć kontemplację z trudem fizycznym i świadectwem… Może to oznaczać świąteczne czuwanie na rycerskiej warcie.

Wraz z kilkoma przyjaciółmi i dobrymi  znajomymi organizujemy już po raz piąty czuwanie wielkosobotnie. Symboliczny grób urządzony jest w podziemiu kościoła pokamedulskiego na warszawskich Bielanach. Od lat miejscowy proboszcz x. Wojciech Drozdowicz przygotowuje zielony żywy dywan ze świecami i kwiatami pomiędzy 400-letnimi katakumbami ze szczątkami Kamedułów. Do tego śpiewy „dziadowskich pieśni”, w wykonaniu Adama Struga z Przyjaciółmi, zadymione podziemie, atmosfera zadumy i kontemplacji przy grobie. Zjeżdżają tu Warszawiacy całymi rodzinami, by poświęcić wielkanocne koszyczki.

   Rycerskie stroje z XIII/XV wieku to 10 -15 kg blach, osłon, kolczug, kirysów i hełmów. Do tego biały oręż, miecze, sztylety i tarcze. Sprzęt zwozimy kilkoma samochodami, potem wyładowanie, zniesienie i przebieranie… Samo prawidłowe założenie stroju to dobre pół godziny i pomoc nawet dwóch osób. Potem kilka godzin czuwania w zmieniających się co kwadrans parach. Wielu rycerzy czuwało ze swoimi synami, towarzyszyły nam też córki przebrane za średniowieczne białogłowy w chustach i długich sukniach. Odwiedzały czuwających ich bliscy z młodszymi dziećmi. Zaangażowane były całe rodziny.

  

 

A dla nas, czuwających, oprócz dumy ze strojów i roli wartowników, to również świadectwo dla odwiedzających i rodzin. To też prawdziwa i nielekka męska przygoda, ale może przede wszystkim czas na osobistą refleksję i przemyślenia…,  po prostu ŚWIĘTOWANIE.

Ps podziękowania dla  Wszystkich pomocników, a w szczególności:

Głównym rycerzem i doradcą merytorycznym był Marcin Bąk – instruktor walk bronią białą i prowadzący Wszechnicę Szermierczą; rycerzem wspierającym – a prywatnie dyrektorem i coachem – Krzysztof Krzos; zdjęcia prezentujemy dzięki życzliwości Konrada Koniecznego – m.in. miłośnika norweskich wikingów.

Opublikowano Slow-impresje | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Slowlife w czterech zasadach

Polskie gory_wyprawa_przyjacielska_z_Synem_2015r     Przypomnijmy sobie jeszcze raz, w czym zawiera się esencja slowlife…

W stylowym spowolnieniu tempa życia nie chodzi o rezygnację z pracy, czy codziennych zajęć na rzecz np. życia na wsi czy weekendów na działce. Nasza idea przede wszystkim niczego nie narzuca, ani niczego nie wyklucza. Raczej zaprasza do coraz bardziej świadomego poszukiwania w tym miejscu i czasie, w którym jesteś, takiej jakości, która przyniesie ci szczęście. A najlepiej szczęście – współdzielone z najbliższymi. Jeśli zatem ucieczka z miast i hodowanie własnych warzywek to jest to co cię ubogaca, w takim razie to jest dobry kierunek! Jeśli natomiast nie wyobrażasz sobie życia bez zgiełku miasta i jego szybkiego i barwnego tempa, to powinieneś się tego trzymać i na siłę nie robić z siebie działkowca. Pamiętajmy także o równowadze, by czerpać z życia pełnymi garściami i dostrzegać wszystkie jego aspekty, a nie tylko skupiać się na wybranym aspekcie życia np. pracy.

Jak zacząć stylowe spowolnienie codzienności – slowlife? Można zacząć od czterech prostych zasad (za „Filiżanka Smaków” nr.4, maj 2015, J.Szybińska, ecoblik.pl). Eko-jedzenie, aktywność fizyczna, regeneracja, ograniczenie stresu oraz, z racji profilu strony, dodałbym od siebie: czas na nieskrępowany rozwój relacji rodzinnych. Przyjrzyjmy się tym czterem pierwszym zasadom.

Ekologiczne jedzenie – to przypomnienie starej, ale wciąż aktualnej zasady, że wynikowo jesteś tym, co zjadłeś prze ostatnie lata życia. W obecnym czasie w naszym kraju mamy klęskę urodzaju żywności. Nie wiemy co wybrać spośród setek produktów na kolorowych półkach. I co wybieramy? To co przyciągnęło naszą uwagę i jest najtańsze, a może to, co jest najmniej przetworzone i w najwyższej jakości? Dostarczając sobie energii i substancji budulcowych pamiętajmy, że jedzenie potrafi być także świetnym lekarstwem, wzmacnia odporność, pozwala zachować prawidłowy poziom cukru, cholesterolu i wszelkich wskaźników, które utrzymane w normie, będą chronić nas przed uciążliwymi dolegliwościami. Dlatego za każdym razem czytajmy etykiety, nie jedzmy po to, by nie być głodnym, nie tylko po to, by być zdrowym, ale też by cieszyć się przygotowaniem i smakowaniem potraw, i przede wszystkim się odżywić! A swoją, drogą jakie to ciekawe polskie słowo – ‚odżywianie’ – czyli innymi słowy dające, dodające życie…

Aktywność fizyczna, to również przypomnienie starej prawidłowości fizycznej o zasadzie zachowania energii. Jak nie ma ujścia zbyt duża ilość kalorii w naszych ciałach, to po prostu w nas zostanie. Nie chodzi o wyczynowe i exstremalne sporty, ale o dobraną do naszych warunków regularną aktywność. Może być np. slowjogging, o którym pisałem we wcześniejszych wpisach. Co więcej, wraz ze wzrostem aktywności fizycznej, pojawi się energia życiowa, zmniejszy się poziom stresu i wewnętrznego napięcia. Będziemy lepiej sypiać – a zregenerowany i wypoczęty organizm, stanie się zdrowszy i wydajniejszy.

Regeneracja, po ekologicznym jedzeniu i aktywności fizycznej należy odpocząć i dać sobie odrobinę czasu na nabranie ponownie sił. Niewątpliwie odpowiednio długi i zdrowy sen jest tu podstawą. Nie możemy też zapominać o codziennych chwilach wytchnienia i tych większych świątecznych. Każdy ma tu swoje zwyczaje i możliwości czasowe. Ja szczególnie lubię chwile wieczornego szaleństwa z dziećmi czy to przy graniu na komputerze czy przy wesołych, ale czasem znaczących pogaduchach i wygłupach; a także chwile z książką.

Ograniczenie stresu, to ważna kwestia, szczególnie dla osób zapędzonych w fast i korpo świecie. Często dopada nas w pracy i w życiowych sytuacjach, nie pytając o zgodę. Jak nauczyć się stawiać mu zdrowe granice? Dla mnie osobiście to siła duchowa i wsparcie rodziny jest tu podstawą.

Przyglądam się tym zasadom i właściwie wydają się one oczywiste. Wydają się być uniwersalne i harmonijnie dopełniające się. Wszystkie powyższe zasady dotyczą zarówno ciała, jak i duszy. Ekologiczne jedzenie –  poprzez prawidłowe odżywienie – wzmacnia między innymi mózg i system nerwowy. Aktywność fizyczna wspomaga  kondycję naszego ciała, ale przecież  rozładowuje również napięcia i stresy. Regeneracja nie tylko dba o równowagę psychiczną, ale jednocześnie daje tkankom możliwość odbudowy i prawidłowego odżywienie każdej komórki. Wystarczy tylko krok po kroczku zamienić je w nawyki i rozpocząć przygodę slow 🙂

Opublikowano Artykuły | Otagowano , | Skomentuj

Czemu służy gorący piec kaflowy w lesie ?

ogien w piecu _LasBielanski_2015

    Wrażenie jest zaskakujące. Gdy zobaczysz kaflowy, wysoki, biały piec, w środku lasu nie wiesz w pierwszej chwili jak zareagować – śmiać się czy przecierać oczy z niedowierzania. Prezencja typowa dla pieców do ogrzewania pokojów zimową porą w domach naszych babć, ale zamiast w rogu izby rozgościł się w towarzystwie 200 letnich ratanów przy kościele pokamedulskim w środku Lasu Bielańskiego w Warszawie. Niektórzy podchodzili i dotykali by sprawdzić czy jest prawdziwy – a tu kolejne zdziwienie – piec jest gorący, grzeje!

dorzucanie do pieca LasBielanski_2015piec_LasBielanski_2015

  cieplo_pieca_LasBielanski_2015Wieszcz_za_kominem_LasBielanski_2015

Właściwie to nic niezwykłego dla pieca że grzeje – mimo że na dworze 28 stopni w pełnym słońcu i stoi sobie właśnie w leśnym otoczeniu! Sprawę wyjaśnia intencyjna tabliczka dyskretnie umieszczona niedaleko. Piec jest częścią akcji „Wieszcz za kominem” w ramach obchodów jubileusz 100-lecia urodzin Ks. Jana Twardowskiego. W ramach inicjacji performensu 31 maja (niedziela) A.D.2015 godz.12:00 odbyło się krzesanie poezji księdza Jana, która zaiskrzyła na Parafii pw. Bł. Edwarda Detkensa, pośród Stu Ośmiu Męczenników w Lesie Bielańskim. Autorem akcji jest Jerzy Kalina – rzeźbiarz, twórca instalacji, performer. Zaproszeni przechodnie, uczniowie, studenci, artyści i aktorzy czytali wiersze ks. Twardowskiego w przestrzeni ciepła pieca.

   Poezja oprócz wielu oczywistych przymiotów ma jedno szczególne wymaganie, potrzebuje chwili zatrzymania. Zatrzymanie, kontestacja i dopiero można ruszać w świat! A już w towarzystwie pieca i poezji ks. Jana, staje się prawdziwym smakowaniem przyrody i życia. Kto zna tę poezję, wie co mam na myśli. Zapraszam do takiej uczty, najlepiej w gronie i ciepełku rodzinnego spotkania. A przy prawdziwym piecu w plenerze jeszcze w dniach 31 maja – 7 czerwca 2015.

„Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka – to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz”

Kiedy mówisz, ks.Jan Twardowski

Opublikowano W rytmie slow | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Męskie wyprawy – Las Kampinoski (Palmiry)

Palimry_Cmentarz_Kusocinski

   Po raz kolejny wybraliśmy się w męskim przyjacielskim towarzystwie na wyprawę. Wyprawę przyrodniczo-historyczną.

W środku tygodnia, w oderwaniu od korporacji, zawodowych powinności i bieżących obowiązków. Umawialiśmy się chyba przez miesiąc, żeby zgrać terminy, ale w końcu się udało. Zasięg komórek migotliwy, więc wyłączenie ze świata dość skuteczne, za to jest czas na wygadanie się, podzielenie trudnymi czasem sprawami, ale też na pośmianie się z koszarowych dowcipów i złapanie dystansu do siebie i świata. A przy okazji kampinoski las po paru godzinach marszu i dotlenienia daje nam odczuć fizycznie, po męsku, wagę spotkania.

Kampinos_WilczaStruga_sciezka Palimry_Cmentarz_ Kampinos_sosnowyLas_rozlewisko

    Zaczęliśmy od Palmir, Miejsca Pamięci znajdującego się w środku Lasu Kampinoskiego. Miejsce szczególne, obecnie cmentarz z grobami przeszło 2 tysięcy Polaków, zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej –  w okresie od 1939-1943, oraz nowoczesnego multimedialnego muzeum. Przed wojną były tu duże magazyny wojskowe. Miały one szczególne znaczenie w walce obronnej Polski we wrześniu ’39 r. Prowadziła tu zamaskowana droga i tory kolejowe z Warszawy, przez Bielany i Łomianki. Po zaciętych walkach ostatecznie wysadzone. W czasie okupacji Niemcy masowo mordowali i zakopywali więźniów politycznych przywożonych z Warszawskich więzień i aresztów. Między grudniem 1939 a lipcem 1941 roku na „palmirskiej polanie śmierci” odbyło się co najmniej 20 masowych egzekucji.

 Z refleksjami historycznymi (i zaciśniętą pięścią) ruszyliśmy czerwonym szlakiem przez Kampinos. Pochłonęła nas natura. Urozmaicona trasa początkowo przez zarośnięte lasem wydmy a następnie przez rozlewiska i bagna niewielkiej rzeczki Wilczej Strugi. Powrót zielonym szlakiem przez zagubioną, z kilkoma gospodarstwami, wioskę Sieraków.

Kampinos_WilczaStruga_rozewiskoKampinos_WilczaStruga_Kampinos_WilczaStruga

   Zmęczeni, z obolałymi nogami i lekkimi plecakami pozbawionymi prowiantu, sponiewierani lekko – w ogóle nie wzruszoną naszym bohaterstwem:)  – przyrodą, wracamy do cywilizacji – z mocnym postanowieniem kolejnych podbojów!

Opublikowano W rytmie slow | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Dziś Międzynarodowy Dzień Rodziny!

logo2014small    Dopiero dzisiaj odkryłem, że od wielu lat obchodzone jest takie wspaniałe święto. Przypadający na 15 maja Międzynarodowy Dzień Rodzin został ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1993 roku (rezolucja A/RES/47/237 z 20 września). W 1989 roku, na mocy rezolucji A/RES/44/82, Zgromadzenie Ogólne ogłosiło rok 1994 Międzynarodowym Rokiem Rodzin. Celem obchodów Roku miało być pogłębienie świadomości społeczeństwa na temat problemów rodziny i zwiększenia zdolności społeczeństw do przezwyciężania tych problemów poprzez realizowanie kompleksowej prorodzinnej polityki społecznej. Więcej o tematach tegorocznych obchodów na stronie ONZ.

   W ramach obchodów tego radosnego dnia w Polsce, ciekawą inicjatywę, już po raz czwarty, podjęła Fundacja Humanites – Sztuka Wychowania, która organizuje akcję „Dwie godziny dla Rodziny”. W tym roku wydarzenie odbędzie się pod hasłem „Wspomnienia łączą pokolenia”. Tego dnia część pracodawców skróci czas pracy o symboliczne 2 godziny, by zachęcić swoich pracowników do refleksji nad sposobem budowania relacji i spędzania  czasu z bliskimi. Celem nadrzędnym akcji jest wspieranie budowy tożsamości młodego pokolenia i relacji rodzinnych poprzez ciekawość siebie i dobrą rozmowę. 15 maja większość zaangażowanych w akcję firm i instytucji skróci dzień pracy o symboliczne 2 godziny, służące wyrwaniu pracowników z codziennej rutyny, aby mogli je spędzić ze swoimi najbliższymi, szczerze rozmawiając, bawiąc się – po prostu będąc razem.

   Przyłączamy się do akcji promującej tę i inne inicjatywy świętowania rodzinnego. Zachęcamy, aby w dzisiejszym dniu poświęcić chociaż małe półgodzinki na rodzinne rozmowy o wspomnieniach, ciekawych rodzinnych historiach i miejscach. Zachęcamy do poznania korzeni własnej rodziny i przez to swojej tożsamości. Relacje i więzi buduje się przecież poprzez bycie ze sobą. 15 maja poświęćmy więc chwilę refleksji nad jakością czasu spędzanego razem i jakością rozmów, które prowadzimy w naszych rodzinach. Czy na pewno wystarczająco dużo wysiłku wkładamy aby prawdziwie zaciekawić się sobą nawzajem, a może za dużo na mówienie o codziennych obowiązkach i logistyce domowej…

   Gdyby komuś zabrakło pomysłów na rodzinne wspominanie, albo nie wiedział po prostu od czego zacząć, cały zestaw przykładowych rodzinnych pytań można znaleźć na stronie mamrodzine.pl, natomiast dla tych którzy zapomnieli że rodzina to najlepsza sieć społecznościowa na świecie:

Opublikowano W rytmie slow | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Jak być slow nawet kiedy się śpieszysz.

Przypomnienie_Piano

Bywają takie popołudnia, nawet w środku tygodnia, a czasem nawet całe weekendy, że czas i rodzinne życie, płynie nam harmonijnie w rytmie slow. Mamy czas, żeby razem zrobić coś dla domu, posiedzieć nad wspólnym zadaniem z dziećmi czy porozmawiać o rzeczach, które odkładaliśmy z dnia na dzień na tzw. okazję wspólnego rodzinnego przegadania. Nie śpieszymy się i mamy czas na wsłuchiwanie się w siebie nawzajem. Synergia takich chwil owocuje dobrym samopoczuciem, poczuciem bezpieczeństwa i pewności swego miejsca w rodzinie. A może i w świecie. Ale bywają też dokładnie odwrotne sytuacje. Całymi dniami pędzimy w rytm swoich indywidualnych zajęć i trudno nam znaleźć dłuższą wolniejszą chwilę na prawdziwie wspólne spotkanie.

Można by się w tym miejscu załamać, albo choć zwątpić w wysiłki życia slow na co dzień. Ale nie ma co narzekać, tylko trzeba znaleźć sposób na wykrojenie i fastrygowanie takich kreatywnych sposobów, by mimo wszystko odnaleźć chwilę na spotkanie ze sobą nawzajem w codziennym strumieniu zdarzeń. Barnadette Noll w swej książce „Slow Family Living” w jednej z lekcji poleca w  takich przypadkach metodę „High Point-Low Point”. Polegającą w skrócie na rundzie krótkiej opowieści każdego z członków rodziny o najtrudniejszym i najmilszym wydarzeniu dnia. Przyjrzymy się jeszcze później tej metodzie szczegółowiej w innym artykule. Teraz chcę zwrócić uwagą na inny aspekt. Podany sposób szybkiej, ale jakże potrzebnej codziennej komunikacji aranżują raczej dorośli członkowie rodziny. A jak o swoje miejsce i potrzebną uwagę może zawalczyć dziecko?

Tu doskonałym pomysłem wykazała się moja nastoletnia córka. Po dłuższej przerwie ponownie wróciła do gry na pianinie i prosiła nas o znalezienie ciekawego nauczyciela, który mógłby przychodzić i udzielać jej lekcji. Obiecaliśmy, że zajmiemy się sprawą,  ale oprócz nieregularnie przychodzącej starszej kuzynki z konserwatorium muzycznego, nie udało nam się zorganizować regularnych lekcji. Głównie z pośpiechu, w pędzie bieżących ‚pilniejszych’ spraw, było to odkładane wciąż na kolejny tydzień. Córka wymyśliła sobie sprytny sposób przypominania nam o sprawie. Ponaklejała w całym domu różnej wielkości  i koloru karteczki z napisem: „Pianino!!!”. Znalazły się na głównej ścianie w przedpokoju, na włącznikach światła, lustrze w łazience a nawet przy zegarze w kuchni. Przy tak zmasowanym ataku nie było wyjścia, szybko zajęliśmy się umówieniem nauczyciela i chcieliśmy już zdjąć krzyczące upomnienia. Córka po namyśle stwierdziła przezornie, że chętnie je usunie, ale dopiero po pierwszej odbytej lekcji :).

Ważne jest, by łapać w codzienności i wyciskać jak cytrynę nawet najmniejsze okazje do rodzinnej komunikacji. By potrzeba zatrzymania ważnej chwili kontaktu w biegu weszła nam w krew, nawet gdy nie udaje się zorganizować tymczasowo dłuższych spotkań. Wtedy równolegle płynie wolniejszy strumień rodzinnych relacji, choć pozornie przysłonił je bieżący pośpiech. A uśmiech może wywołać zapalenie światła czy spojrzenie na zegar w kuchni…

Opublikowano Slow-impresje | Otagowano , , , , , | 1 komentarz